736429027

“Szeregowy Desmond T. Doss był sanitariuszem kompanii 307 pułku piechoty w czasie, gdy 1 batalion tego pułku szturmował niedostępne, 130-metrowe urwisko.

“Gdy nasze oddziały osiągnęły szczyt urwiska, napotkały zmasowany opór artylerii, moździerzy i karabinów maszynowych, wskutek czego około siedemdziesięciu pięciu ludzi zostało rannych, a pozostali byli zmuszeni wycofać się. Szeregowy Doss zamiast ratować się ucieczką, pozostał na silnie ostrzeliwanym szczycie wraz z wieloma rannymi, wynosząc ich z pola bitwy na brzegu urwiska, a potem spuszczając kolejno po linie na dół, gdzie mogli otrzymać pomoc ze strony kolegów.

2 maja na tym samym urwisku, wystawiony na ogień z broni palnej i moździerzy, ratował człowieka leżącego 200 metrów w głębi przedpola. Dwa dni później ocalił czterech ludzi podczas ataku na silnie strzeżoną grotę, podchodząc do nich pod nawałnicą granatów ręcznych na odległość dziesięciu metrów od wejścia groty, gdzie opatrzył ich, a potem wyniósł w bezpieczne miejsce, czterokrotnie pokonując tę samą drogę.

5 maja, nie zważając na ogień nieprzyjaciela, spieszył na pomoc rannemu oficerowi artylerii. Założył opatrunek, zaciągnął rannego do zagłębienia terenu, by dać mu ochronę przed ostrzałem z broni ręcznej, i wśród wybuchów pocisków armatnich podawał plazmę, sam będąc nieosłoniętym przed kulami nieprzyjaciela. Tego samego dnia, gdy ranny żołnierz padł kilkanaście metrów od nieprzyjacielskich pozycji, udzielił mu pomocy i niósł przez odcinek około 100 metrów pod ciągłym ostrzałem.

21 maja w czasie nocnego ataku na ufortyfikowane wzniesienie w pobliżu Shuri pozostał na przedpolu, podczas gdy reszta kompanii wycofała się i ukryła. Ryzykując to, że może zostać wzięty za japońskiego żołnierza chcącego przedostać się na teren amerykańskiego oddziału, niósł pomoc potrzebującym, dopóki sam nie został ciężko ranny w nogi na skutek eksplozji granatu. Zamiast przywołać innego sanitariusza, sam próbował opatrzyć swoje rany i czekał pięć godzin, aż noszowi dotarli do niego i udali się na tyły.

W drodze zostali zaskoczeni atakiem nieprzyjacielskiego czołgu a szeregowy Doss widząc leżącego ciężko rannego w głowę żołnierza, zczołgał się z noszy i polecił noszowym, by najpierw zajęli się tym człowiekiem. Czekając na ich powrót otrzymał kolejną ranę. Tym razem kula snajpera ugodziła jego ramię powodując skomplikowane złamanie kości. Okazując najwyższy hart ducha, z pomocą kolegi przywiązał łożysko karabinu do swej złamanej ręki, by unieruchomił ją, i w takim stanie czołgał się jeszcze około 300 metrów po pobojowisku w kierunku stacji medycznej.

Dzięki swemu bezprzykładnemu męstwu i niezłomnej woli w obliczu skrajnie niebezpiecznych warunków szeregowy Doss uratował życie wielu ludzi. Jego nazwisko stało się w 77 dywizji piechoty symbolem waleczności i poświęcenia sięgającego daleko poza granice obowiązku.”