Pewien dawny poemat opisuje kobietę, która idzie przez łąkę i rozmyśla nad otaczającą ją przyrodą. W trakcie spaceru natknęła się na pole złocistych dyń. Gdzieś w rogu rósł okazały, majestatyczny dąb.

Usiadła pod drzewem, zastanawiając się nad dziwnymi zasadami w przyrodzie, które każą drobniutkim żołędziom rosnąć na potężnych konarach, a ogromnym dyniom wyrastać z cieniutkich pędów. Pomyślała w duchu: “Panu Bogu coś się pomyliło przy stworzeniu świata! Powinien umieścić malutkie żołędzie na cieniutkich pędach, a wielkie dynie na potężnych gałęziach”.

Ogarnęła ją senność, wyciągnęła się więc pod dębem na krótką drzemkę. Parę minut później obudziła się, bo mały żołądź spadł jej na nos. Rozcierając go, zachichotała w duchu, myśląc: “Może jednak Pan Bóg miał rację!”.